Historia z San Cristobal przedstawia sie nastepujaco: oczywiscie w planach mialysmy sie tam zatrzymac na noc. W okolicach Oaxaxi stwierdziłyśmy jednak, że jedziemy prosto z Tuxtli na Jukatan żeby tam spędzić więcej czasu. Po namowach chłopaków którzy gorąco nam polecali San Cristobal, stwierdziłyśmy, że faktycznie możemy tam jechać skoro jesteśmy już tak blisko z tym, że na jeden dzień.
I tak wlasnie sie stalo. Wczesnym rankiem zanim Rafal z Mackiem wyszli do pracy pozbieralysmy sie z materaca, na ktorym spalysmy razem z mrowkami ;) tak aby zdazyc na poranny autobus do San Cristobal. Podroz trwala nieco ponad godzinke dlatego bylysmy na miejscu juz ok 10. Pomimo niewielkiej odleglosci od Tuxtli warunki pogodowe w San Cristobal ogromnie sie roznia. Miasteczko polozone jest na wysokosci ok 2500 mnpm. dlatego nawet w swetrach i dluzszych spodniach bylo nam dosc chlodno. Miejscowosc okazala sie faktycznie bardzo urocza. San Cristobal swoj urok zawdziecza nie tylko wspanialym zabytkowym budowlom ale rowniez malym ryneczkom, na ktorych procz pamiatek sprzedawane sa indianskie wyroby. Najwieksze wrazenie robi jednak ogromny targ, na ktorym sprzedawana jest glownie zywnosc a miejscowa ludnosc ubrana jest w tradycyjne indianskie stroje.
Po powrocie do Tuxtli ponownie robi sie parno i duszno. Po dluzszych dyskusjach z Rafalem i Mackiem w koncu wymyslamy nasz plan na ostani tydzien w Meksyku... Jedziemy do Meridy, Valladolid a następnie Tulum. O godzinie 17 wyruszamy w kilkunastogodzinna podroz autokarem na Jukatan...